Singing Links 22

1. Na blogu Late Afternoon piękna sesja autorki w koronie z kwiatów plus mała instrukcja jak taką koronę wykonać.

2. 5 praktycznych porad  jak zmienić wizję w działanie na blogu Braid Creative.

3. Najbardziej kreatywny kalendarz jaki miałam okazję widzieć w ostatnim czasie. Miniaturowe ludziki w codziennych scenkach. Przeurocze! Scenka na każdy dzień posiada tytuł, no a ja zawsze podziwiam, że komuś  chce się takie rzeczy robić.

4. 21 pomysłów na tosty dodające energii od samego rana.

5. Piękne zdjęcie z moim ulubionym rodzajem nieba i chmurkami podświetlonymi przez zachodzące słońce. Zdaję sobie sprawę, że zdjęcie jest poprawiane, ale przyznacie, że przyjemnie się je ogląda.

6. 5 niefinansowych powodów dla których nie będziesz bogaty.

7. Filmiki chłopaków z Mleka Pod Nosem ostatnimi czasy rozkładają mnie na łopatki.

8. Znacie blog Old Brand New? Jeśli nie to koniecznie musicie zajrzeć. Jak sam autor o imieniu Dabito pisze, na blogu znajdziemy inspiracje dotyczące wnętrz, projektów DIY, fotografii, muzyki, sztuki i designu. No, i te kreatywne zdjęcia! Dla mnie bomba!

9. Coś dla fanów Carrie Bradshaw i ‘Sexu w wielkim mieście’, czyli grafika z butami, jakie Carrie nosiła w serialu i dwóch pełnometrażowych filmach. Pod każdym butem znajduje się opis, w którym sezonie i epizodzie się pojawił.

Przyjemnej, świątecznej niedzieli!

Język Teściowej Oczyści Powietrze

Kiedyś podczas zakupów w supermarkecie zawędrowałam na dział z roślinami doniczkowymi. Przeglądając ich nazwy jedna po drugiej, mój wzrok zatrzymał się na nazwie ‘język teściowej’. Jako że miało to miejsce w angielskim sklepie nazwa oczywiście była w tymże języku i brzmiała mother-in-law’s tongue. Szczerze mówiąc zdziwiło mnie to określenie, bo myślałam, że takie potoczne nazewnictwo stosowane jest wyłącznie miedzy ciocią Basią a ciocią Krysią.

Wybaczcie moją ignorancję w temacie nazewnictwa roślin, ale nie często zapuszczam się w sklepie na dział roślinny, mimo że te uwielbiam. Większość posiadanych przeze mnie kwiatów doniczkowych pochodzi z rozmnożenia rośliny posiadanej najczęściej przez mamę lub kogoś innego z rodziny. Dziwnym trafem, wszystkie te zakupione w sklepie, po czasie dłuższym lub krótszym umarły, mimo pielęgnacji z mojej strony, a te rozmnożone żyją i mają się dobrze, dlatego węszę spisek florystyczny. Na pewno rośliny, które kupujemy w sklepie mają określony termin przydatności, jak np. większość dzisiejszych sprzętów elektronicznych, które mają działać około trzech lat, a gdy się zepsują, jako że są nienaprawialne, trzeba je zastąpić nowymi. To samo z kupnymi roślinami – są piękne przez pół roku, a potem kaput i trzeba kupić nową. Przynajmniej takie jest moje dotychczasowe doświadczenie z kupnymi roślinami doniczkowymi. Ale ja nie o tym dzisiaj chciałam.

Po powrocie do domu wyguglowałam sobie owy język teściowej (sansewieria zwana także wężownicą)  i okazało się, że roślina ta posiada kilka istotnych zalet np.:

1. Potrafi oczyścić powietrze ze szkodliwych substancji fruwających po domu, które sami do niego wprowadzamy paląc tytoń, malując ściany, używając środków czystości.

2. Potrafi zmienić dwutlenek węgla w tlen, co robi szczególnie w nocy. Czyni ją to rośliną idealną do ustawienia w sypialni.

3. Jest łatwa w utrzymaniu, nie potrzebuje dużo opieki, może wytrzymać nawet miesiąc bez wody, jest jedną z tych roślin, które trudno zabić.

4. Wygląda bardzo efektownie i, jeśli można to zaliczyć do zalet,  jest bardzo modna. Zauważcie, że na sporej ilości zdjęć nowoczesnych wnętrz można ową roślinę zobaczyć.

5. Łatwo się rozmnaża, więc można śmiało ozdobić nią cały dom i jeszcze obdzielić sąsiadów.

{Sansewieria nie dość, że ciekawie się prezentuje, to jeszcze oczyści nam powietrze. Podoba mi się pomysł z udekorowaniem tej rośliny światełkami choinkowymi. Roślina i lampka dwa w jednym;) }

{Jak widać wężownica prezentuje się tak samo dobrze w każdym pomieszczeniu…

… a nawet na zewnątrz, chociaż nie wiem jak to się ma do naszego klimatu.}

Dajcie znać, czy podoba wam się język teściowej :D we wnętrzach i nie zapomnijcie polubić Singing Cream na facebooku, żeby być jeszcze bardziej na bieżąco niż na blogu.

źródła zdj. (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 8a, 9, 10)

O Wpływie Kamieni Szlachetnych I Ozdobnych Na Zdrowie Człowieka

Na pewno każda z Was ma bransoletkę, naszyjnik lub pierścionek z którymś z popularnych kamieni szlachetnych lub ozdobnych: bursztynem, turkusem, koralem czy jadeitem. Ja sama mam sporo tych rzeczy i wszystkie uwielbiam, noszę, bo po prostu bardzo mi się podobają. Ale czy zdajemy sobie sprawę z działania na nasz organizm kamieni, z których wykonana jest biżuteria? Bo te takową moc posiadają. Postanowiłam zagłębić się trochę w ten temat, stąd też dzisiejszy wpis. Jako że jest to naprawdę obszerne zagadnienie, podzielę się z Wami tymi najważniejszymi według mnie faktami.

Litoterapia

Litoterapia, czyli leczenie za pomocą kamieni, polegające na wykorzystywaniu posiadanej przez nie energii. Kamienie mogą leczyć zarówno ciało – ich energia oddziałuje na chore organy wspomagając ich zdrowienie, oraz duszę – dodają odwagi, usuwają negatywne myśli, chronią przed złem, używane są jako amulety.

Litoterapia dawniej

Lecznicze właściwości kamieni były wykorzystywane przez ludzkość od tysięcy lat. Przypisywano im magiczne cechy, wierzono w moc, którą w sobie kryją. Jednak kiedyś używane były w innej formie niż dziś np. sproszkowane dodawano do potraw i napojów. 

Litoterapia współcześnie

Obecnie litoterapia przeżywa swój renesans. Okazuje się, że mimo wielu dostępnych środków leczniczych, skłaniamy się w kierunku tych naturalnych. Należy jednak pamiętać, że kamienie szlachetne nie zastąpią wizyty u lekarza ani lekarstw. Litoterapię można stosować jako wspomaganie tradycyjnego, farmakologicznego leczenia.

Aby kamienie oddziaływały na nasz organizm należy je mieć w zasięgu naszego biopola (nie dalej niż 20 cm od ciała). Czyli najpraktyczniejszym rozwiązaniem będzie tutaj noszenie biżuterii z wybranym kamieniem.

Dobór kamieni

Zanim wybierzemy biżuterię z danym kamieniem warto zasięgnąć informacji, czy będzie on dla nas odpowiedni. Chociaż czytałam też, że należy wybrać taki kamień, który nam się najbardziej podoba, intuicyjnie przyciągniemy właśnie ten, którego najbardziej potrzebujemy.

Należy też pamiętać, że noszone kamienie trzeba co jakiś czas zmieniać, bo w zależności od zmian w naszym organizmie, to co dzisiaj pomaga, za jakiś czas może nam zaszkodzić.

Nie można też zapominać, że o kamienie należy dbać opłukując je jak najczęściej pod bieżącą wodą w celu ‘oczyszczenia’, a następnie odłożyć do wyschnięcia na słońcu, aby odzyskały swój blask oraz właściwości, czyli mogły aktywować lecznicze działanie (innymi słowy – naładować się). Również poprzez poddanie kamieni działaniu promieni gwiazd i księżyca wzmacniamy ich pozytywną energię. Brzmi magicznie, nie sądzicie?

Właściwości poszczególnych kamieni

Z powodu obszerności tematu, nie będę charakteryzować każdego z kamieni,  bo zajęłoby to kilka postów. Pozwolę sobie odesłać Was np. tutaj w celu zasięgnięcia informacji o dobroczynnym działaniu poszczególnych kamieni.

{Nie da się ukryć, że gwiazdki to mój ulubiony motyw. Wszystkie bransoletki sklep Korale Karola.}

Gdzie kupić biżuterię z kamieni ozdobnych?

Biżuteria z kamieni nie musi oznaczać staromodnej broszki z turkusem lub tradycyjnego sznura bursztynów. Możemy nabyć ją w bardziej współczesnej formie np. mojej ulubionej, czyli bransoletek z przeróżnymi zawieszkami. Jednym z miejsc, gdzie można kupić takie bransoletki jest sklep Korale Karola. Znajdziemy tam m.in. bransoletki z agatu, jadeitu, hematytu, onyksu, jaspisu i innych. Idealne do noszenia zarówno jako ozdoby, jak i małe talizmany.

* Wpis przygotowany we współpracy z marką Korale Karola.

Singing Links 21

1. Na początek rodzinne zdjęcia z albumów sławnych ludzi – warte obejrzenia.

2. Fantastyczny blog Młodej Żonki, na którym znajdziemy zarówno wpisy kulinarne,  wnętrzarskie, o zdrowym stylu życia, jak również pomysły DIY, a wszystko to zilustrowane niesamowitymi zdjęciami. Istna uczta dla oka!

3. Przepiękna sesja zdjęciowa irlandzkiego wesela w rustykalnym stylu. Jest tu ślubny bukiet z piórami, koronkowa suknia, wspaniałe krajobrazy, swojskie dekoracje stołu. Ja podkradam pomysł z kwiatami w drewnianej skrzynce.

4. Czy jest na świecie ktoś, kto nie chciałby mieć takiej stylowej przyczepy, w której mógłby podróżować? Jej obecna właścicielka genialnie ją odnowiła dając drugie życie.

5. Kilka porad jak stylizować do zdjęć swoje papiernicze (papierowe?) rękodzieła typu: kartki, zaproszenia, aby wyglądały jeszcze piękniej i zachęcały do ich zakupu.

6. Sprawdź, co mówi o Tobie sposób w jaki trzymasz kieliszek z winem (test z przymrużeniem oka).

7. Coś dla podróżujących stęsknionych za domem (m.in. dla mnie), czyli 9 sposobów na to, aby poczuć się jak w domu gdziekolwiek będziemy.

8. Na blogu Blok Nr 8 znajdziemy krótko, lecz bardzo trafnie napisany artykuł o pochodzeniu ze wsi i o tym,  że kiedyś jedzenie zdrowo nie było modą, a kwestią gospodarności – samym życiem. Znam to ze swojego dzieciństwa.

9. Moja nowa obsesja, czyli blog Wyrwane Z Kontekstu, gdzie bazą dla każdego wpisu  jest cytat z filmu lub książki (a czasem tekst piosenki), owe cytaty są  dla autorki pretekstem do rozważań na rozmaite życiowe tematy.

Miłego przeglądania!

Marzec W Zdjęciach

{Stare globusy powróciły do łask i zajęły jedno z honorowych miejsc na półce.}

Po podsumowaniach marca na blogach zorientowałam się, że to już koniec miesiąca.  Ja ciągle przebywam na łonie rodzinnym, więc jestem lekko oderwana od rzeczywistości (oczywiście w tym pozytywnym znaczeniu), dlatego też mój marzec w zdjęciach publikuję z małym poślizgiem.

Z mojej strony, nie będzie to takie całkowite i porządne, zdjęciowe podsumowanie miesiąca, bo część z nich zostawiłam na laptopie w UK.  Ale mam kilka marcowych fotek z mojego otoczenia w Polsce.  Są równie fajne :)

{Wiosenny tort dla mnie, autorstwa Siostry :) Poniżej dowód na to, że tort jest prawdziwy i w całości jadalny, łącznie z cukrowymi tulipanami, jeśli ktoś miałby na nie ochotę. }

{Grażyna ewidentnie czuje wiosnę w powietrzu.}

{Wiosna na wsi, czyli pobielone drzewka, ptaszki, swój kawałek zieleni – uwielbiam!}

{Pierwsze swoje kroki w Polsce skierowałam do biblioteki po kilka lekkich, niezobowiązujących lektur. Książki są jedną z rzeczy, których mi brakuje w Anglii. Oczywiście mogłabym korzystać z angielskiej biblioteki, ale sami wiecie, że czytanie w obcym języku to nie to samo. Kupować książek też nie mam zamiaru, bo nie wszystko, co mam ochotę przeczytać, chcę posiadać na własność.}

{Mama urządziła mi spóźniony tłusty czwartek;) }

{Spinacze-serduszka zrobione według tej jakże skomplikowanej instrukcji.}

{‘Tajemniczy ogród’ to wciąż jedna z moich ulubionych książek z dzieciństwa, do której lubię wracać co jakiś czas.  Oprócz treści uwielbiam jej ilustracje.}

{Z cyklu: Rozterki Grażyny: ‘Czyli tak: obeszłam już wkoło domu 62 razy, siedziałam już na wszystkich drzewach, jeszcze tylko podepczę po kwiatkach w ogródku i dzień można uznać za udany’. }

WIOSNA!!!

Mój Styl We Wnętrzach – Minimal Bohemian

Przeglądając na Pintereście masę zdjęć z pięknymi wnętrzami, próbowałam już od pewnego czasu zdefiniować swój styl, w jakim chciałabym kiedyś urządzić mój dom. Bardzo lubię styl minimalistyczny, to zapewne już wiecie. Lubię przestrzeń, światło, brak przeładowania zbędnymi rzeczami. Bliski jest mi też styl boho – naturalne materiały, kolory Ziemi. Nie lubię natomiast ‘masówy’ jaką serwuje nam m.in. sklep czarno-czerwono-biały. Lubię unikatowe rzeczy, najlepiej znalezione na targach staroci (oczywiście nie same starocie, a w połączeniu z kilkoma nowymi niezbędnikami).

No i wreszcie po miesiącach rozważań przyszła dla mnie chwila oświecenia w kwestii definicji mojego stylu. Co, jeśli połączyć styl minimalistyczny i boho? Powstanie minimal bohemian! <W mojej głowie usłyszałam chór anielski>. Genialne! Minimal bohemian! Czyli wnętrze charakteryzujące się niewielką ilością przedmiotów, za to oryginalnych, z naturalnych materiałów, najlepiej z dużą ilością roślin w pomieszczeniu. To jest to! W końcu znalazłam i nazwałam swój styl.

Ale kiedy wreszcie po cudownym olśnieniu zdefiniowałam swój styl, jeśli chodzi o dekorację wnętrz i wpadłam na termin, który wydał mi się genialny, okazało się,  że ktoś był szybszy i wymyślił to wcześniej (niewiele wcześniej, ale jednak), a nawet to opublikował. Historia autorki wpisu jest dokładnie taka sama jak moja, czyli próbowała nazwać swój styl, a gdy już to zrobiła, czyli odkryła termin ‘minimal bohemin’, było to dla niej objawieniem, dokładnie tak jak dla mnie. Wow! Plus autorka owego wpisu zamierza nawet wypuścić serię kartek i materiałów papierniczych o tej nazwie (co swoją drogą jest genialne). Data publikacji posta autorki pokrywa się prawie idealnie z dniem, w którym wreszcie zdefiniowałam i nazwałam swój styl. Kolejny dowód na to, że ludzie w różnych zakątkach świata wpadają na takie same pomysły.

Okazuje się, że minimal bohemian zatacza coraz szersze kręgi i coraz więcej osób identyfikuje się z tym stylem (zobacz tutaj i tutaj). Chyba szykuje się nowy gorący trend. Być może pokolenie Ikea dorasta i zaczyna stawiać na oryginalność i większy indywidualizm w urządzaniu swoich domów. A ja być może mam nosa/naturalny dar do przewidywania trendów (będę miała to na uwadze w przyszłości, czy znów uda mi się coś przewidzieć), albo to zwykły przypadek;)

Jeśli chodzi o  to,  kto pierwszy wymyślił termin minimal bohemian, liczy się to, kto pierwszy obwieścił go światu (niestety nie ja), czyli sprawdza się tu kolejna ludowa mądrość think big act quickly

Minimal bohemian to styl idealny dla mnie. Nie ma w nim ciśnienia na designerskie meble i gadżety, w pomieszczeniach panuje spokój, swojskość i przytulność. Elementy drewniane, wiklinowe i cegła sprawiają, że można poczuć się blisko natury. Jak dla mnie wszystko jest na swoim miejscu. Uwielbiam!

{źródło zdj.}

Jak Wam się podoba styl minimal bohemian? Słyszeliście o nim wcześniej? Koniecznie dajcie znać.

Singing Links 20

1.101 porad i pomysłów ma sesje zdjęciowe dla par. Policzek przy policzku, ukryte pocałunki, ręka wokół talii, las, plaża, miasto – co kto chce. W tej kwestii autorka wpisu chyba wyczerpała temat. Polecam zajrzeć.

2. Sukulenty plus kolorowy piasek i terrarium równa się bardzo ładny efekt.

3. 7 grzechów głównych popełnianych w social media wg Freelancerki.

4. Blog Agnieszki Jaga Design śledzę od dłuższego czasu i jestem wierną fanką. W nowej szacie graficznej podoba mi się jeszcze bardziej.

5. Bankomat wydający babeczki? A może raczej babeczkomat? Takie cuda do zobaczenia tutaj.

6. Infografika mająca pomóc w odpowiedzi na pytanie czy logo twojej firmy/bloga jest cliche?

7. Konstelacje gwiazd na nasze pulpity, czyli przeurocze tapety od Design Love Fest.

8. Blog Family Fresh Cooking, na którym znajdziemy wspaniale sfotografowane przepisy kulinarne oraz relacje z rodzinnych podróży. Bardzo spodobała mi się relacja z pobytu w tej luksusowej chatce w górach Colorado.

9. Relaks nad basenem, rok 1961, Colorado Springs – jest w tym zdjęciu coś takiego, że nie mogę od niego oderwać wzroku. Sceneria trochę kojarzy mi się z filmem ‘Żony ze Stepford’, a z drugiej strony mam wrażenie, że tą sielankę zaraz przerwie spadający meteoryt. Takie mieszane odczucia na widok jednego zdjęcia.

Miłego przeglądania!

O Tym Jak Gust Się Zmienia, Czyli Podróże Kształcą

Dziś będzie kilka słów o stylu ubierania, odwadze, guście i Topshopie.

Jeśli jeszcze jakieś dwa miesiące temu ktoś powiedziałby mi, że sklep Topshop będzie należał do moich ulubionych, kazałabym mu popukać się w czoło. Nie dalej jak zaledwie trzy tygodnie temu weszłam z P. do wspomnianego sklepu i niemalże prychnęłam na widok całej kolekcji. Rozmiary ubrań na wieszakach jak dla lalki Barbie, hipsterskie wzory i nadruki, dziwaczne kroje. Czyli nic za bardzo dla mnie.

Bo musicie wiedzieć, że zawsze ubierałam się dosyć ‘bezpiecznie i zachowawczo’, czyli przeważnie dżinsy plus top i sweter. Żadnych ekstrawaganckich wzorów, czy kolorów. Wprawdzie podobały mi się odważniejsze ubrania na kimś, ale sama nigdy nie miałam odwagi czegoś takiego nałożyć (nawet w sukienkach chodzę od wielkiego święta).

Na chwilę obecną stwierdzam, że wreszcie ową odwagę nabyłam. Mam ochotę założyć coś  nowego, coś totalnie  spoza mojej strefy garderobianego komfortu. Trudno powiedzieć co przyczyniło się do tej zmiany, ale totalnie odmieniło mi się i teraz Topshop należy do jednej z chętniej odwiedzanych przeze mnie sieciówek. I to wcale nie zasługa nowej kolekcji, najwidoczniej zmienił mi się gust – po prostu. Być może im dłużej obracam się wśród Anglików i patrzę na ich styl ubierania, zaczyna mi się podobać to samo i już nie uważam ich stylu za fikuśny. Jednym słowem udzielił mi się ich klimat. Czyli sprawdza się ludowa mądrość ‘z kim przystajesz, takim się stajesz’. Jest jeszcze druga ewentualność.

Parę miesięcy temu pracowałam z młodą, ładną i zgrabną Angielką, która cokolwiek by na siebie nie włożyła, zawsze wyglądała dobrze. A że ubierała się super modnie, to ona niejako pokazała mi przez swój styl jak nosić te wymyślne (dla mnie) rzeczy. Np. jak nosić kombinezon, żeby nie wyglądać jak Peggy Bundy lub krótką bluzkę przed pępek, żeby nie było zbyt zdzirowato.  To właśnie chyba ta dziewczyna mimochodem otworzyła mi oczy na nowe rzeczy i pokazała jak je nosić, żeby wyglądać naprawdę fajnie. Wtedy też chyba polubiłam kolekcję m.in. Topshopu. I o ile na założenie kombinezonu jeszcze nie czuję się gotowa, to mam wielką ochotę zmienić swój bezpieczny styl, założyć coś nowego, odważniejszego, coś totalnie nie w moim (dawnym) guście. Mam ochotę poeksperymentować z modą. W końcu zmiany są dobre.

Poniżej kilka rzeczy z aktualnej kolekcji TS, które spodobały mi się. Nie mają one nic wspólnego z klasyką, czy podstawą garderoby, ot kilka szalonych elementów (no, może nie AŻ TAK szalonych, ale zmiany trzeba zaczynać powoli).

biało-czarna sukienka/ bikini góra/ bikini dół/ bluza/ różowy top/ t-shirt/ sandałki/ koralowy biustonosz/ czerwona spódnica/ krótki top w paski/ szorty/ sukienka galaktyczny wzór/ top/ kopertówka/ t-shirt z lisem/ dresy/ krótki top wzory/szorty jasne/ kolorowy top/ czarny biustonosz/ wiązana koszula/ cekinowe spodenki/ sukienka w kwiaty/

Na koniec jeszcze słowo, czemu tak uczepiłam się akurat Topshopu w dzisiejszym wpisie. Ano dlatego, że to brytyjska sieciówka, więc serwuje nam brytyjską modę, czyli coś, co aktualnie widuję na co dzień i mam ochotę ‘wypróbować’.

Jak to jest u Was, trzymacie się jednego stylu, czy eksperymentujecie z modą?

Miłego weekendu!

zdj. via

Typowo Męskie Mieszkanie

Zastanawiałam się kiedyś jak może wyglądać typowo męskie mieszkanie nieskalane kobiecą ręką, ani jej gustem dekoratorskim. Wydaje mi się, że wygląda dokładnie tak, jak to z dzisiejszego wpisu, gdzie króluje kolor czarny, a wyposażenie sprowadza się do najpotrzebniejszych sprzętów. (Oczywiście to może być stereotyp, że męski równa się czarny, ale takie miałam skojarzenia na widok tego wnętrza). Wprawdzie znajdziemy w nim dekoracje w postaci oprawionych zdjęć, oryginalnego oświetlenia, książek czy poduszek, ale te wciąż utrzymane są w bardzo męskim klimacie.

Dzięki jasnej podłodze mieszkanie nie wydaje się zbyt ciemne, nawet pomimo czarnej ściany.

Elementy wyposażenia kuchni (wałek do ciasta, moździerz, zestaw noży do zadań specjalnych) sugerują nam, że pan domu lubi gotować, a fast-foody z pewnością nie są jego jedynym rodzajem pożywienia.

Kolory czarny i biały  konsekwentnie pojawiają się od salonu, przez kuchnię, sypialnię i łazienkę, aż (!) po balkon. Jedynym kolorowym akcentem tego mieszkania są prawdopodobnie krzesła zielone i czerwone, znajdujące się w salonie i przedpokoju.

{via}

Ostatnimi czasy znajdziecie mnie też na facebooku, zachęcam do polubienia Singing Cream :)

Singing Links 19

1. Polski magazyn kulturalno-kulinarny Usta, w którym znajdziemy artykuły o ludziach, miejscach, designie, sztuce, polityce, antropologii, modzie, no i oczywiście jedzeniu. Szkoda, że nie ma dostępnej wersji online, ale za to na ich stronie można przeczytać interesujące wpisy i nasycić oko ładnymi zdjęciami.

2. Zestawienie minimalistycznych fotografii, gdzie każda kolejna zachwyca prostotą przekazu.

3. A jeśli już mowa o minimalistycznych fotografiach, to polecam konto na Instagramie – People walking past walls, czyli ni mniej ni więcej, zdjęcia ludzi uchwyconych przechodzących na tle ścian. Świetna koncepcja. Uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. Niektóre zdjęcia są właśnie bardzo minimalistyczne, dzięki czemu jeszcze bardziej mi się podobają.

4. Na blogu Szpilki, kawa i Kultura do poczytania rozważania autorki na temat, czym jest luksus w czasach dostatku. Podane przez Kasię przykłady, czym jest dla niej luksus, dokładnie pokrywają się z moją wizją.

5. Seria ilustrowanych ptaków w nieco innej formie, warte obejrzenia (nawet bocian się załapał).

6. Monika Mikowska stojąca za blogiem jestem.mobi, która otrzymała Wyróżnienie Specjalne w tegorocznej edycji Blog Roku 2013, dzieli się swoimi radami na temat jak być osobą wpływową (jak sama zaznacza, nie blogerką).

7. Moje ostatnie odkrycie – blog Addicted to Passion, który oczarował mnie  niesamowitymi zdjęciami z Dominikany. Autorka brała tam ślub cywilny, dzieli się z czytelnikami podpowiedziami, jak taki ślub zorganizować. Sesja z Dominikany jest tak piękna, że aż wydaje się nierealna. Polecam zajrzeć.

8. 10 porad i technik fotografowania naszych domowych pupili wg Jamie Pflughoeft profesjonalnej fotografki zwierząt. Aby obejrzeć efekty jej pracy oraz podejrzeć kilka pomysłów, które potem można wypróbować na swoim psiaku lub kocurku, zajrzyjcie na jej blog, a po jeszcze więcej wskazówek dotyczących robienia zdjęć naszym milusińskim tutaj.

9. Nie ma się co oszukiwać, jest to DIY, którego na pewno nigdy nie wykonam, ale doceniam, że komuś się chciało, a i efekt jest naprawdę niezły. Zajrzyjcie jak zrobić stojak na biżuterię z denek od plastikowych butelek, a nóż ktoś z Was pokusi się o wykonanie tego projektu.

Miłej niedzieli!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...